Anwil wygrał kolejny mecz w Energa Basket Lidze.

Anwil Włocławek - PGE Turów Zgorzelec 98:74 (31:19, 14:17, 26:18, 27:20)

Prawie 100 pkt., skuteczność z gry 66 procent 30 asyst Anwilu. Turów nie miał zbyt wiele do powiedzenia.
Anwil włocławek - Turów Zgorzelec 98:74 (31:19, 14:17, 26:18, 27:20)
ANWIL: Almeida 17, 8 zb., 3 as., 3 przechwyty, Sobin 14, 4 zb., 3 as., 3 bloki, Leończyk 12, Delas 9 (3), Łączyński 3 (1), 8 as., 4 zb. oraz Zyskowski 12, Szewczyk 12 (1), Hosley 8, 4 as., 2 przechwyty, Nowakowski 7 (1), 4 zb., 3 przechwyty, Airington 4, 5 as., Komenda 0, Ciesielski 0.
TURÓW: Borowski 17, Ayers 15 (3), Waldow 10, 11 zb., Camphor 9 (1), 8 as., Bochno 4 oraz Jarecki 10, Patoka 4, 6 zb., Petrukonis 3, Koelner 2, Lichnowski 0.

Turów przegrał ostatnie trzy mecze i przyjechał do lidera z mocnym postanowieniem zwycięstwa. Ale to Anwil był zdecydowanym faworytem tego spotkania, wzmocniony ostatnio przez Quintona Hosleya zamierzał wziąć srogi rewanż za porażkę w pierwszej rundzie 96:99. Zależało przede wszystkim Ivanowi Almeidzie, który rozegrał właśnie w Zgorzelcu najsłabszy mecz w polskiej lidze.

Włocławianie rzucili się na graczy Turowa, jakby chcieli ich zjeść. W pierwszej kwarcie zaaplikowali im aż 31 pkt.
Megagwiazda polskiej ligi Quinton Hosley pojawił się na parkiecie w drugiej kwarcie, bo jeszcze nie zna dobrze zagrywek i trochę czasu mu zajmie nauka. W sumie, z przerwami grał 16,5 min, zdobywając 8 pkt. (2/3 z gry, 4/4 wolne), zbiórkę, 4 asysty i 2 przechwyty.

Gdyby Anwil utrzymał formę z pierwszej kwarty, doszłoby do prawdziwego pogromu Turowa, choć wygrana różnicą 24 pkt. i tak jest już delikatnym pogromem. Ale potem nastąpiło złe półtorej kwarty.

Zgorzelczanie mozolnie odrabiali starty, zdenerwowany trener Igor Milicic brał czas, ale przewaga w pewnym momencie trzeciej kwarty zmalała do 5 pkt. (53:58 i 55:50). Rozrzucał się Kacper Borowski (7/10 z gry), trafiał też Cameron Ayers (5/10 z gry).

Ostatnie 15 min w wykonaniu Anwilu było jednak imponujące.

Jeszcze w trzeciej kwarcie od stanu 55:50 wyszedł na prowadzenie 71:54. Sygnał do ataku dał Ante Delas (3/6 z gry), skuteczny przez prawie cały mecz był Almeida (7/8 z gry), który już dawno zapomniał o słabym meczu z Zgorzelcu, świetnie grał Josip Sobin (7/10 z gry), w drugiej połowie włączył się Jarosław Zyskowski (4/10 z gry), Szymon Szewczyk (5/8 z gry) i Paweł Leończyk (5/6 z gry). Rozgrywający Kamil Łączyński nie rzucał już tak wiele, ale rozdał 8 asyst.

W rzutach za 2 pkt. Anwil uzyskał doskonały procent 66 (33/50), zanotował aż 30 asyst i wygrał zbiórkę 37-30. Jak widać, lider trzyma się bardzo mocno.


Na konferencji powiedzieli:

Michael Claxton (trener Turowa): To był trudny mecz walki. Zagraliśmy dobrze. Momentami dobrze prezentowaliśmy się w defensywie. Jeszcze wiele pracy przed nami

Kacper Borowski: Gratuluję Anwilowi. Wydaje mi się że dobry basket graliśmy przez 15 minut (w drugiej kwarcie i połowie trzeciej). Mieliśmy trudny tydzień. Graliśmy trzy mecze, to też miało wpływ na naszą dyspozycję.

Igor Milicić (trener Anwilu): Nasze kluczowe słowo w szatni to intensywność. I ta intensywność dziś była choć chłopacy mają czasem ciężkie nogi. Chcieliśmy się zrewanżować za porażkę w Zgorzelcu. I się udało

Szymon Szewczyk. Chcieliśmy się zrewanżować i to się nam udało. Każdy z nas dał coś z siebie.



ZDJĘCIA Z MECZU - TUTAJ




POLECAMY:




Wideo: Igor Milicić i Szymon Szewczyk


Michael Claxton i Kacper Borowski

Sport

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!