York zmarł w czasie zabiegu we Włocławku. Klientka ma żal. Znamy stanowisko gabinetu weterynaryjnego

Joanna Maciejewska
Joanna Maciejewska
W październiku 2021 roku, w jednym z gabinetów weterynaryjnych we Włocławku, zmarł york. Klientka, która przyszła z nim na zabieg, ma żal do lecznicy
W październiku 2021 roku, w jednym z gabinetów weterynaryjnych we Włocławku, zmarł york. Klientka, która przyszła z nim na zabieg, ma żal do lecznicy pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne
Udostępnij:
W jednym z gabinetów weterynaryjnych we Włocławku, w czasie zabiegu, zmarła jedenastoletnia suczka. Właścicielka przyszła z yorkiem na usunięcie kamienia nazębnego. Ma żal do lecznicy. Sytuację opisała na Facebooku gabinetu, któremu zarzuciła m. in. to, że podał zbyt dużą dawkę narkozy i zastosował niewłaściwy jej typ.

Zobacz wideo: Liczebność zwierząt hodowlanych w Polsce

Pies zmarł w gabinecie weterynaryjnym we Włocławku

- Oddałam w ich ręce zdrowego psa, a zabrałam martwego. Pojechałam tylko usunąć kamień z ząbków. Wcześniej kilka razy pytałam czy nie lepiej zrobić narkozy wziewnej czyli łagodniejszej, którą robią tylko w innym gabinecie, a pani pseudo weterynarz odpowiedziała mi, że serce jest zdrowe i nie ma takiej potrzeby i one mi zrobią. I niech nikt mi nie pisze, że takie jest ryzyko narkozy, bo ja to rozumiem, ale trzeba podać jej odpowiednią ilość – napisała klientka na Facebooku.

Właścicielka gabinetu we Włocławku zaznacza, że pies nie był zdrowy

Pod postem odpowiedziała jej właścicielka gabinetu, Magdalena Wieczorek-Rączka, tłumacząc sytuację. W rozmowie z nami właścicielka lecznicy zaznacza, że sytuacja jest bardzo przykra, ale dodaje że nie wygląda ona tak, jak przedstawiła ją klientka. Podkreśla, że zwierzę nie było zdrowe, a gabinet posiada jego całą historię medyczną. Piesek miał zdiagnozowany zapad tchawicowy znacznego stopnia, co było potwierdzone w dwóch lecznicach weterynaryjnych. Kikę skierowano dodatkowo na echo serca, by wykluczyć chorobę kardiologiczną, która błędnie została zdiagnozowana w innym zakładzie leczniczym. Zlecono także przedzabiegowe badania krwi, które wykonano w zewnętrznym laboratorium.

Magdalena Wieczorek-Rączka zaznacza, że właścicielka yorka była ich klientką od wielu lat. Sanacja jamy ustnej u Kiki nie była robiona pierwszy raz. W czasie zabiegu przeprowadzonego w październiku 2021 roku, doszło do zatrzymania akcji serca i zgonu zwierzęcia. Podjęta reanimacja nie przyniosła niestety efektu.

- Pani zarzuca nam, że nie podaliśmy narkozy wziewnej. Nie jest to "lżejsza" narkoza, a inna i w tym przypadku nic by to nie zmieniło, bowiem leki, które Kika otrzymała, to leki które stosuje się w premedykacji – zaznacza Magdalena Wieczorek-Rączka i wyjaśnia, że są dwa etapy znieczulenia pacjenta: premedykacja i znieczulenie ogólne. - Zarówno w przypadku wziewnej, jak i iniekcyjnej narkozy, zawsze jest premedykacja. Premedykacja, którą dostała Kika jest premedykacją, którą stosuje się także przed narkozą wziewną. Nie doszliśmy do momentu podania znieczulenia ogólnego. Do zatrzymania krążenia doszło na etapie premedykacji.

Sprawa może trafić do sądu
Właścicielka gabinetu podkreśla, że każdy ma prawo do swoich opinii, dlatego nie usuwa komentarzy. Ale dodaje, że nie może zgodzić się na nieprawdę, którą ktoś przedstawia. Dlatego zamierza skierować sprawę do sądu cywilnego, jeśli klientka nie przestanie oskarżać firmy o nieprawdę i będzie oczerniała gabinet.

- Ma prawo do swojej oceny, ale nie ma prawa do fałszywych oskarżeń. Jeżeli rzeczywiście sytuacja jest taka, że ona gdzieś to dalej robi, to będę zmuszona nawołać panią pismem do zaprzestania oskarżania gabinetu i pracowników o taką sytuację. A jak nie przestanie tego robić, to spotkamy się w sądzie. Skoro nie jestem w stanie się z kimś normalnie dogadać, ktoś nie rozumie tego, co się do niego mówi - gdzie jasno, logicznie i prosto staram się wytłumaczyć pewne rzeczy - to nie widzę innego wyjścia. Do tego my jesteśmy podparci wynikami badań laboratoryjnych i badań wykonywanych w innych placówkach – mówi Magdalena Wieczorek-Rączka.

Lekarka weterynarii zaznacza też, że jeśli klientka ma jej coś, do zarzucenia, również może skierować sprawę do sądu. - Jeżeli pani uważa, że popełniliśmy błąd w sztuce lekarskiej, to takie sprawy kieruje się do sądu. Bardzo chętnie spotkam się z panią. To, co teraz jest robione, to już są oskarżenia i jeszcze bezpodstawne, bo ja posiadam całą medyczną dokumentację – podkreśla.

Lekarka weterynarii o pacjentów walczy do końca
Dodaje też, że rozumie iż ludzie, którzy tracą ukochanego zwierzaka, działają w dużych emocjach. Zaznacza przy tym, że chyba nie rozumieją, jak wygląda to po drugiej stronie. Podkreśla, że jest to walka o życie – do końca. Nikt nie odchodzi od razu od stołu, podejmowana jest m. in. reanimacja.

- Właściciele nigdy nie wiedzą, co my przeżywamy w sali zabiegowej – zdradza Magdalena Wieczorek-Rączka. - Jeszcze nie zdarzyło mi się, żebym nie walczyła o jakiegoś pacjenta do końca. Często jest tak, że operujemy pacjentów w beznadziejnych stanach. Myślę, że ktoś, kto nie stał przy stole operacyjnym, nie wie co znaczy trzymać czyjeś życie w rękach - bez względu na to, czy to jest zwierzę, czy człowiek - i widzieć, że ogranicza nas czas, że musimy szybko coś zrobić, żeby uratować pacjenta. To jest walka, tego nikt nie wie i nie rozumie stojąc z boku.

Klientka gabinetu we Włocławku: „Żadnej skruchy z ich strony nie było”

We wpisie pojawiły się także inne zarzuty. Dotyczyły między innymi tego, że nie było podpisanej zgody na zabieg. Lekarka podkreśla, że Kika przeszła w ich gabinecie trzy zabiegi, a lecznica ma wszystkie zgody podpisane przez właściciela.

- Mój pies nie żyje, a pani Magda na koniec zażądała 150 zł, bo to ich koszty. Niestety nawet żadnej skruchy z ich strony nie było. Omijać ten gabinet szerokim łukiem – pisze klientka w dalszej części komentarza.

Lekarka przyznaje, że skruchy nie było, ponieważ nie czują się winni śmierci Kiki. Dodaje jednak, że było w nich wiele empatii. I podkreśla, że śmierć pacjenta jest trudna także dla niej.

- Wiem, że post ten pisała Pani pod wpływem dużych emocji, rozumiem to. Pewnie na Pani miejscu też czułabym złość i ból. Pani straciła przyjaciela, my pacjenta. Walczyłyśmy o jej każdy oddech i bicie serca i przegrałyśmy tą walkę – napisała lekarka na Facebooku.

Dodaje, że 150 zł, to m.in. koszt środków do sedacji i tego, co było użyte do ratowania pacjenta. Lecznica nie wzięła wynagrodzenia za sam zabieg, którego koszt byłby znacznie wyższy.

- Wzięłam tylko koszty, które lecznica poniosła do momentu zabiegu, który skończył się w przypadku suczki zgonem. Natomiast nic więcej nie bierzemy, mimo że była reanimacja. To nie jest wina lecznicy, że coś się stało – podkreśla lekarka z Włocławka. - Ludzie też umierają i nie zawsze jest to czyjaś wina. Po prostu są sytuacje takie, gdzie nie da się pomóc pacjentowi. Ile razy są sytuacje, gdzie ludzie płacą miliony na operację, a pacjent nie przeżywa. Nikt nie oddaje tych pieniędzy. Wyszłam z założenia, że w takich sytuacjach rozliczam tylko koszty, które poniosła lecznica.

Magdalena Wieczorek-Rączka dodaje, że ubolewa nad tym, iż przykre sytuacje opisywane są i niosą się w świat częściej, niż dobre i pozytywne.

- Szkoda, że właściciele pacjentów, którzy zostali uratowani - a bywało, że byli w beznadziejnym stanie i inne gabinety nie chciały podjąć się operacji - nie dzielą się tym, nie piszą pochwał. Myślę, że my mamy w sobie takie coś, że jak coś jest złe, to piszemy. A jeśli jest coś dobrego, to uznajemy, że nie trzeba pisać. Lepiej się sprzedaje, zawsze to, co jest złe, a nie dobre – kończy Magdalena Wieczorek-Rączka.

W październiku 2021 roku, w jednym z gabinetów weterynaryjnych we Włocławku, zmarł york. Klientka, która przyszła z nim na zabieg, ma żal do lecznicy

York zmarł w czasie zabiegu we Włocławku. Klientka ma żal. Z...

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Psi Tata
To po co weterynarz dopuszczał pieska do zabiegu!? Skoro wiedział że życie pieska jest zagrożone? Podejrzewam że właścicielka nie miała pojęcia o zagrożeniu. Z ludźmi jest tak samo idziemy do lekarza żeby nam pomógł bo nie mamy wiedzy takiej jak lekarze. Od tego są bo się uczą latami a najwidoczniej pani weterynarz nie ma pojęcia o swojej pracy. Przykre!!!
Więcej informacji na stronie głównej Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie